HOKEJE NAD BAŁTYKIEM

Śmigłowiec szturmowy Mi-24 skonstruowany został jako latający bojowy wóz piechoty przygotowany do działania bezpośrednio nad polem walki. Uzbrojony m.in. w przeciwpancerne pociski kierowane miał zwalczać broń pancerną przeciwnika i stanowić wsparcie dla batalionów zmechanizowanych piechoty. Jednak dzięki względnie dużej szybkości oraz uzbrojeniu w karabin maszynowy JakB-12,7 wiropłat ten nadaje się również do zwalczania celów powietrznych.

W dniu 10 kwietnia 2012 roku, rozkazem Dowódcy Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, siedem śmigłowców Mi-24, oraz pojedynczy Mi-2D zostało przebazowanych na lotnisko 44. Bazy Lotnictwa Morskiego w Darłówku. Cztery Mi-24D/W należały do 56. Bazy Lotnictwa Wojsk Lądowych (BLot) w Inowrocławiu, natomiast trzy Mi-24D oraz Mi-2D  pochodziły z 49. BLot z Pruszcza Gdańskiego. Celem przebazowania śmigłowców było przewidziane rocznym planem szkolenia ćwiczenie w zwalczaniu celów powietrznych ogniem karabinów maszynowych oraz działek.

Warto zaznaczyć, że nie była to pierwsza wizyta śmigłowców Mi-24 nad Bałtykiem. Maszyny z obu jednostek do roku 2007 wielokrotnie wykonywały strzelania do celów powietrznych operując z Darłówka. Kilkuletnia przerwa w wykonywaniu zadań tego typu spowodowana była m.in. udziałem załóg i śmigłowców w misjach w Iraku i Afganistanie. Nie jest tajemnicą, że działania poza granicami kraju w znaczący sposób przyspieszyły zużycie resursów śmigłowców wymuszając ich wcześniejsze wysłanie na remont do Wojskowych Zakładów Lotniczych w Łodzi oraz ukraińskich w Konotopie.  

Realizacja przedsięwzięcia podyktowana została koniecznością przygotowania załóg do zadań jakie mogą zostać postawione przez Ministerstwo Obrony Narodowej. W razie potrzeby, lotnicy muszą być bowiem gotowi do zwalczania wolnoporuszających się celów powietrznych, zarówno wojskowych (śmigłowce nieprzyjaciela),  jak i cywilnych (wykorzytywanych na przykład przez terrorystów). W świetle zbliżających się ważnych wydarzeń sportowych, których będziemy gospodarzami, takie zadania mogą okazać się priorytetowymi dla personelu latającego.

Dowódcą komponentu powietrznego wyznaczony został płk. dypl. pil. Piotr Saniuk, na co dzień dowódca 49. BLot. Warto zauważyć, że przebazowany do Darłówka komponent lotniczy był niemal w pełni samowystarczalny, gdyż oprócz śmigłowców z Pruszcza Gdańskiego przebazowano również rzut kołowy w postaci agregatów prądotwórczych APA-5D i cystern paliwowych. Droga lądową  na miejsce trafił też personel inżynieryjno–techniczny –  niezbędny w warunkach działań poligonowych

Oprócz Mi-24 udział w ćwiczeniu brały także Mi-2D.  Wykonywał on zadania transportowo–łącznikowe latając między Wickiem Morskim a Darłówkiem. Dodatkowo, Lotnictwo Marynarki Wojennej na wypadek zaistnienia np. wypadku, utrzymywało dyżur śmigłowca Mi-14PŁR w gotowości do startu alarmowego.

Działania śmigłowców zostały wsparte przez samolot An-2TD pochodzący z Krakowskiej 8. Bazy Lotnictwa Transportowego Sił Powietrznych. Z Darłówka operowała maszyna o numerze taktycznym 7447, czyli słynny „Wiedeńczyk”, nawiązujący nazwą do ucieczki  pilotów i ich rodzin do Austrii w czasie stanu wojennego. Zadaniem Antka była pozoracja celu powietrznego, a za takowy służył podczepiony do kadłuba i holowany na stalowej linie rękaw strzelniczy. W celu ochrony nosiciela celu przed ogniem broni pokładowej śmigłowców, nad terenem poligonu lina rozwijana była tak, aby cel pozorowany znajdował się co najmniej 400 metrów za samolotem. Dzięki temu, znajdował się on również około 150 metrów poniżej pułapu po którym poruszał się An-2TD.

Rejonem wykonywania strzelań był teren Centralnego Poligonu Sił Powietrznych w Wicku Morskim koło Ustki. Ze zlokalizowanego na jego terenie stacjonarnego punktu dowodzenia, strzelaniami kierował wyznaczony przez dowódcę zgrupowania instruktor pilot. Natomiast nad bezpiecznym przebiegiem ćwiczeń czuwał Dowódca Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych płk. dypl. Krzysztof Mitręga.

Do ćwiczeń dopuszczeni zostali piloci posiadający dopuszczenie do lotów nad morzem uzyskiwane m.in. na szkoleniu, w trakcie którego  realizowany jest m.in. podwodny trening opuszczania symulatora kabiny śmigłowca. Szkolenia takie odbywają się we współpracy z Marynarką Wojenną, która posiada odpowiednie instalacje. Oczywiście obowiązkowym wyposażeniem załóg latającyh nad Bałtyk były kamizelki ratunkowe KR-7, oraz standardowe łódki ratownicze.

Metodyka ćwiczenia polegała na starcie z lotniska w Darłówku – często wykonywanego systemem samolotowym – pod wiatr. Następnie, pilot rozpoczynał wznoszenie na około 50 metrów i kierował się w wyznaczoną strefę wyczekiwania znajdującą się na południe od poligonu Wicko Morskie. Po uzyskaniu zgody od koordynującego strzelaniami z ziemi instruktora pilota,  dowódca załogi wprowadzał śmigłowiec nad strefę strzelań rozciągającą się od linii brzegu do około 10 kilometrów wgłąb morza. Po zidentyfikowaniu celu pilot nabierał prędkości i po zajęciu dogodnej pozycji rozpoczynał pierwszy atak, bez użycia amunicji, jedynie z wykorzystaniem fotokarabinu. Następnie następowało odejście i powtórzenie całej procedury, jednak tym razem z użyciem ostrej amunicji. Strzelanie wykonywane było zamontowanym w wieżyczce przedniej czterolufowym karabinem maszynowym typu JakB-12,7 kalibru 12,7 mm. Jedyny Mi-24W przenosił pod skrzydłami zasobniki UPK-23 z zamontowanym dwulufowym działkiem GSz-23Ł.

Po wykonaniu strzelania, pilot zabezpieczał uzbrojenie i na pułapie około 250 metrów kierował się w rejon lotniska, gdzie po uzyskaniu zgody kierownika lotów lądował i kołował na płaszczyznę postoju śmigłowców. Po zatrzymaniu silników śmigłowiec przekazywany był personelowi obsługi naziemnej w celu odtworzenia gotowości bojowej i przygotowania do kolejnego lotu.

Po zakończonych działaniach, odbyła się odprawa, którą poprowadził zastępca Dowódcy Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych płk. pil. Wiesław Franczak.

Pobyt śmigłowców w Darłówku planowany był w terminie od 10 do 14 kwietnia 2012 roku. Niestety w związku z niesprzyjającą pogodą musiał ulec wydłużeniu do 18 kwietnia. Mimo trudności, zaplanowane ćwiczenie udało się zrealizować. Wiropłaty Lotnictwa Wojsk Lądowych spędziły w powietrzu około 90 godzin. Wystrzelono około 1000 pocisków kalibru 12,7 mm oraz 300 pocisków 23 mm. Wszystkie zadania zrealizowano w sposób bezpieczny, nie odnotowując żadnych poważniejszych usterek śmigłowców, co świadczy o świetnym przygotowaniu nie najmłodszych już maszyn przez służbę inżynieryjno–techniczną.

TEKST UKAZAŁ SIĘ W MAGAZYNIE „ARMIA” 5(47) MAJ 2012